Prof. Józef Borzyszkowski zrezygnował z tradycyjnego wykładu na rzecz „wspominek” - ciepłej, niekiedy żartobliwej podróży przez wspomnienia miejsc i ludzi, ważnych dla jego drogi. Od czasów przedszkolnych, przez szkolne, aż do studiów na Uniwersytecie Gdańskim i dalej - poznawaliśmy wydarzenia (niekiedy niepozorne) oraz osoby, które czasem nieoczekiwanie stawały się mentorami, a czasem w dobrej wierze starały się go odwieść od obranej ścieżki. Sporo miejsca poświęcił prof. Cezaremu Obracht-Prondzyńskiemu, który najpierw był jego studentem, następnie doktorantem, a wreszcie - przyjacielem i współpracownikiem.
Mówiąc o swojej drodze, prof. Borzyszkowski wspomniał o ważnych wydarzeniach w Gdańsku (marzec 1968, grudzień 1970, sierpień 1980, czerwiec 1989). Przytoczył przy tym chińskie przysłowie (a zarazem przekleństwo): „Bodaj byś żył w ciekawych czasach”. - Żyłem. I żyję - dodał jubilat. - Nie narzekam, ale przyznaję, iż nasze czasy stają się dla mnie coraz bardziej, aż nadto ciekawe.
Prof. Józef Borzyszkowski podkreślił również znaczenie ciekawości: - Ciekawość, jak niektórzy powiadają, to pierwszy stopień do piekła. Dość rychło zrozumiałem, że to jednak bardzo ważny czynnik na drodze do wiedzy. Bez ciekawości trudno być historykiem, humanistą i poznawać oraz podejmować próby zrozumienia naszej przeszłości.
Profesor wspominał lata spędzone na Uniwersytecie Gdańskim, w tym zaangażowanie w działalność chóru akademickiego. Mówiąc o epizodzie zaangażowania się w politykę, zwrócił uwagę na „problem zgodności deklarowanych wartości i haseł z czynami”. Jednakże głównymi bohaterami opowieści profesora byli ludzie - rodzina, mentorki i mentorzy, współpracownicy, studenci.
- Chciałbym optymistycznie zakończyć te moje dzisiejsze wspominki. Nie jest to łatwe, bo ani nasza - Polski i powszechna - historia, ani współczesność, zdominowana przez potęgi i skrajności (…), nie dają dziś powodów do optymizmu. Niemniej nie możemy pozwolić na to, byśmy byli go pozbawieni. Winniśmy wierzyć w swoje i w przyjaciół siły. Od lat towarzyszy mi cząstka wyzwania poety: „Niechaj żywi nie tracą nadziei i przed narodem niosą oświaty kaganiec”. Tylko tyle - i aż tyle.