Dopiero w kolejnym etapie możliwe jest ich dokładne profilowanie i próba identyfikacji charakterystycznych markerów, czyli cech, które pozwoliłyby je wykrywać - czy to we krwi, czy być może w tkankach.
Samo profilowanie krążących komórek nowotworowych może natomiast już teraz pomóc w odkrywaniu nowych potencjalnych celów terapeutycznych. W moich badaniach, mimo bardzo ograniczonej liczby komórek spełniających kryteria jakościowe, udało się zaobserwować, że w komórkach nowotworowych o cechach mezenchymalnych proces powstawania białek jest ograniczony. Jest to mechanizm, który zapewnia im absolutne minimum potrzebne do przetrwania i daje szansę na dalszą ekspansję w przyszłości. Być może właśnie zakłócenie proprzeżyciowych szlaków mogłoby w przyszłości stać się podstawą terapii celowanej. Jest to kluczowe, aby leczenie było jak najbardziej precyzyjne i jednocześnie jak najmniej obciążające dla całego organizmu.
- Jak lekarze onkolodzy podchodzą do wyników Pani badań? Jak reagują na informację, że u znacznej części pacjentek wykrywa się krążące komórki nowotworowe (CTC)?
- Moje badania obejmowały dość niewielką grupę chorych w niezaawansowanym stadium choroby - było ich nieco ponad sto. Aby wyciągać jednoznaczne wnioski kliniczne, potrzebne są znacznie większe badania, najlepiej wieloośrodkowe, obejmujące setki lub tysiące chorych. Znane są już pierwsze wyniki dużego badania klinicznego STIC CTC, które objęło kilkaset pacjentek. Sprawdzano w nim, czy dobór terapii na podstawie liczby krążących komórek nowotworowych we krwi może konkurować z obecnie stosowanymi kryteriami oceny chorej. Prace opublikowane na przestrzeni ostatnich lat wskazują, że oznaczanie liczby CTCs we krwi dostarcza informacji prognostycznej porównywalnej z dotychczas stosowanymi kryteriami diagnostycznymi.
W tym kontekście moje badania są raczej niewielką „cegiełką” dołożoną do znacznie większej układanki. Ich wartość polega między innymi na tym, że zarówno moje wyniki, jak i wyniki innych zespołów badawczych są ogólnodostępne. Dzięki temu można je łączyć, analizować na większych zbiorach danych i sprawdzać, jakie wnioski pojawiają się przy zwiększeniu liczby analizowanych komórek czy chorych. Na obecnym etapie to właśnie jest moja rola - dostarczenie danych, które w przyszłości mogą zostać wykorzystane w większych projektach. Trzeba podkreślić, że są to badania podstawowe, a nie kliniczne. To jednak właśnie na podstawie takich badań rozpoczyna się później projektowanie dużych badań klinicznych, które mogą realnie przełożyć się na praktykę medyczną.
Jeśli natomiast chodzi o interpretację wyników, nie podchodziłabym do nich w sposób zerojedynkowy. Wszystkie komórki nowotworowe - niezależnie od fenotypu - które znajdą się w krwiobiegu, stanowią potencjalne zagrożenie. W analizach opartych jedynie na obecności CTCs faktycznie obserwowaliśmy, że ich wykrycie koreluje z gorszymi cechami kliniczno-patologicznymi nowotworu. Dopiero analiza na poziomie pojedynczych komórek pokazała coś więcej: komórki, które nabyły cechy mezenchymalne - zarówno czysto mezenchymalne, jak i o fenotypie pośrednim epitelialno-mezenchymalnym - wchodzą w stan pro-przeżyciowy. Są one niejako „nastawione” na przetrwanie w trudnych warunkach. Mają one również swoje ograniczenia. Komórkom o silnie mezenchymalnych cechach trudniej jest zapoczątkować przerzut, ponieważ, aby to zrobić, muszą przejść z trybu proprzeżyciowego do trybu aktywnej proliferacji, czyli na tryb intensywnego namnażania. Samo wydostanie się z guza i przetrwanie w krwiobiegu nie wystarcza. Kluczowe jest to, czy komórka potrafi „doprowadzić proces do końca”, czyli rozpocząć tworzenie nowego ogniska nowotworowego. Aby tak się stało, musi przystosować się do zupełnie nowego środowiska. W nowej tkance czekają na nią liczne wyzwania: obecność komórek układu odpornościowego, inne warunki metaboliczne i sygnały środowiskowe niż w guzie pierwotnym. Tylko niewielka część komórek jest w stanie się do tego przystosować i dać początek przerzutowi odległemu.
- Czy kontynuuje Pani badania nad CTCs?
- Dr hab. Aleksandra Markiewicz, promotorka pomocnicza mojego doktoratu, prowadzi dalsze intensywne badania w tym obszarze. Kontynuuje badania nad krążącymi komórkami nowotworowymi, poszerzając je nie tylko o analizę transkryptomu, którą zajmowałam się ja, ale również o analizę genomu. Równolegle składane są kolejne wnioski grantowe, a badania są systematycznie rozwijane
- Czym się teraz Pani zajmuje?
- Obecnie zajmuję się badaniem zjawiska pamięci transkrypcyjnej. To proces, w którym komórka potraktowana określonym czynnikiem „zapamiętuje” ten sygnał, a przy kolejnej z nim styczności - odpowiada znacznie silniejszą ekspresji genów na poziomie mRNA i białka. Moim zadaniem jest zbadanie, co powoduje powstanie tej pamięci i jakie są jej mechanizmy.
Pod koniec ubiegłego roku udało mi się zdobyć grant w konkursie NCN MINIATURA, w ramach którego badam efekt kumulatywny pamięci transkrypcyjnej w zależności od liczby ekspozycji na dany bodziec. W moich badaniach jest nim interferon gamma - białko odgrywające kluczową rolę w odpowiedzi immunologicznej organizmu. Analizuję, w jaki sposób wielokrotna stymulacja interferonem wpływa na zachowanie komórek.
Badania są już na zaawansowanym etapie i w przyszłości chciałabym spróbować zastosować ich wyniki w terapii nowotworów. Mam również pomysł, aby w przyszłości połączyć te badania z tematyką mojej pracy doktorskiej, czyli krążącymi komórkami nowotworowymi. To jeszcze koncepcja wymagająca dalszego dopracowania. Jestem dopiero rok po obronie doktoratu i czuję, że potrzebuję jeszcze czasu, aby się uczyć, obserwować i nabierać naukowej dojrzałości. Mam jednak nadzieję, że w przyszłości wyniki tej pracy będą nie tylko opublikowane, ale też będą wartościowe dla nowych rozwiązań w praktyce klinicznej.
Rozprawa doktorska dr Justyny Topa z Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii UG i GUMed pt. „Kliniczne i biologiczne znaczenie krążących komórek nowotworowych o różnych fenotypach epitelialno-mezenchymalnych u chorych na raka piersi” została przygotowana pod kierunkiem prof. dr hab. Anny Żaczek oraz dr hab. Aleksandry Markiewicz.
Rozmawiała: Urszula Abucewicz, CKiP UG